Poruszyłeś tu sporo moim zdaniem bardzo odrębnych wątków związanych z prawem autorskim.
Zgadzam się co do problemu trzymania "patentów" na rożne rozwiązania i agresywnego pilnowania ich przez niektóre korporacje etc. To jest zresztą cały osobny wątek i gigantyczny problem kompletnego szaleństwa, jakim jest patentowanie ludzkiego genomu (!), wysiewanych roślin jadalnych i wielu innych rzeczy, które nigdy moim zdaniem nie powinny być niczyją własnością (co dla każdego rozsądnego człowieka jest oczywiste, ale dla chciwych ludzi korporacji już nie jest oczywiste).
Natomiast kwestie naruszania praw autorskich w takim bardziej potocznym, spotykanym w internecie obiegu to coś co teoretycznie powinien regulować zdrowy rozsądek bo każdy z nas za jego pomocą potrafi ocenić, co jest ok a co jest przegięciem (czy aby na pewno? Tak by się zdawało, a jednak spotykamy ludzi, którzy oczywistych kwestii nie chcą uznać).
Jako autor tekstów i osoba wieloletnio prowadząca rożne serwisy i portale internetowe, pracująca jako redaktor naczelny etc. spotykam się w ciąż z sytuacją gdzie moje teksty wiszą na cudzych stronach bez mojej zgody.
Jest to oczywiste i drastyczne pogwałcenie prawa autorskiego, a jednak osoby, które go dokonują uważają, że jak podały w stopce kto jest autorem a czasem "wspaniałomyślnie" link do strony to wszystko gra. Otóż nie, nie gra, bo na tej zasadzie to można by wkleić gdzieś całą książkę i powiedzieć, że się ją zacytowało. Takich ludzi powinno się tępić, palić ogniem jak zarazę ot co. ;)
Jednak generalnie ja też jestem zdania, że w wielu obszarach prawo autorskie jest niepotrzebnie restrykcyjne i przede wszystkim powinno istotnie ono być tak konstruowane by nie blokować nowej twórczości i nie utrudniać życia tam gdzie zdrowy rozsądek podpowiada, że problemów nie powinno się robić.
I ja też się zgadzam. publikowanie czyjegoś tekstu w całości to kradzież. Co do wielowątkowości to cóż.. Można by napisać książkę a nawet kilka. Poruszam wiele wątków aby właśnie jak najobszerniej spojrzeć na sprawę z rożnych stron.
Natomiast z korporacjami to kety trochę tak jak z okradaniem złodzieja więc sprawa moralnie pogmatwana.
Zatem jeżeli autor publikuje swój twór bez zastrzeżeń, to należy mu się standardowo: cytujący powinien koniecznie podać autora i linka do źródła. Autor, wrzucając swój twór do sieci powinien się liczyć z tym, że memy jego dzieł będą kopiowane, bo na tym polega rozwój cywilizacji, a jeżeli nie chce kopiowania, to niech założy sobie specjalne zabezpieczenia lub nie publikuje w necie. Nie wolno zakładać totalnych zabezpieczeń na wszystko -to powinno być nielegalne.
Kryteria do decyzji o cytowaniu powinny być możliwie jasne. Jeżeli nie są, to należy problem interpretować na korzyść cytującego, aby nie tłumić nowej twórczości (niekiedy budowanej jak dom -nowa cegła na starej cegle fundamentów).
Natomiast trzeba też ujawnić i zganić niemałą grupę pasożytów, nie wnoszących żadnej twórczości, ale gorliwie nękających ludzi cenzurą, otrzymując za to nagrody w różnej postaci oraz wsparcie od podobnie pasożytujących. Tak budowane są gangi cenzorskie, stające się oligarchią, poza wszelką kontrolą, oparte na własnych definicjach wykroczeń i traktujące wszelką logiczną argumentaję jak atak na nich. Taką działalność pokrywają oczywiście lukrem pięknych deklaracji, czy intencji, ale nie ma na nich (bata) mechanizmu chroniącego zwykłych ludzi.
Drażni to mnie ponieważ mam świadomość, traktowania społeczności internetowych jako swoistego laboratorium. A wyniki eksperymentów z tego laboratorium zostaną potem odpowiednio obrobione i wdrożone do realnego życia, by uczynić z nas bardziej spolegliwych niewolników.
A Polska jest szczególnie traktowana owymi wynalazkami socjotechnicznymi, co zresztą widać po bardzo niskiej innowacyjności naszej gospodarki. A miało być tak pięknie.
Aby zmienić prawo, trzeba wpierw mieć taką możliwość. W Polsce dialog społeczny na linii obywatele-państwo nie istnieje bo referenda, raz że nie są robione, dwa że referenda nie są wiążące więc to raczej takie badanie rynku żeby obliczyć ile punktów % poparcia straci partia jak już i tak przepchnie to co chce.
Dwa że jeśli chodzi o samego Steemita to zgodzę się z kungalu, jest on exterytorialny.
A dodatkowo:
Jak określić obywatelstwo awatarów, piszących po polsku?
Czy Polonusów za granicami, też należy objąć prawem polskim?
A może reżim polski powinien wydelegować hackerów do blokowania niewygodnych ludzi, wszędzie na świecie i w każdych mediach i z jakich pieniędzy ich opłacać?
Ja mam czasem problem ze swoimi zdjeciami, zazwyczaj nie mam nic przeciwko jesli ktos z nich korzysta, wrecz przeciwnie, jestem nawet dumna :) ale tylko kiedy sa spelnione dwa warunki, osoba poprosi o pozwolenie na publikacje/uzycie mojego zdjecia i podpisze kto je zrobil. Oczywiscie sa to warunki idealne :)
i tak samo moim zdaniem to powinno wyglądać chociaż właśnie z tym pytaniem czasem bywa rożnie. Ja kiedyś pytałem kogoś o możliwość użycia jego pracy i nie dostałem odpowiedzi do dziś. Oczywiście gdybym czekał to nigdy bym nie skończył tego co wtedy robiłem więc zmuszony byłem użyć innej opcji która co prawda mnie nie zadowalała no ale cóż.
Czasem bywa też tak że niema możliwości skontaktowania się z autorem bo nie ma do niego w ogóle kontaktu.
Myślę, że jeśli decydujemy się na publikację czegoś w internecie, to jednocześnie bierzemy pod uwagę fakt, że znajdą się ludzie, którzy będą z tego korzystać bez naszego pozwolenia. Ja staram się pilnować swojego ogródka, uczulam wszystkich moich znajomych, że jeśli chcą się pochwalić na fb zdjęciem z wakacji, na którym są i które robiłam ja, to proszę ich o podpisanie. Generalnie temat złożony, ale istotny.
Trochę tak jest chociaż można też znaleźć takiego jegomościa jeśli ukradł nasze bardzo cenne zdjęcie i co gorsza wykorzystał je w złej wierze więc to też nie jest do końca tak że jak coś zamieszczamy w sieci to tak jakbyśmy zostawiali na ulicy.
Inna sprawa że jak np byłem w Norwegii, to tam można zostawić rzeczy na ulicy w mieście i raczej nie znikną chociaż teraz jak jest mnóstwo imigrantów to już nie jest tak kolorowo.
Jedyne naturalne prawo "autorskie", to prawo autora do niepublikowania treści. Jeśli autor już coś opublikuje, a więc upubliczni, to nie posiada on żadnych praw do kopii i treści inspirowanych tworzonych przez inne osoby.
Może być tak, że publikacja nastąpiła w kanale, do którego dostęp wiąże się z podpisaniem specjalnej umowy ograniczającej rozpowszechnianie treści. W takim przypadku autor lub zarządca kanału może pozwać osoby łamiące umowę, ale wciąż nie posiada on żadnych praw do kopii ani modyfikacji stworzonych przez osoby spoza kanału.
Poruszyłeś tu sporo moim zdaniem bardzo odrębnych wątków związanych z prawem autorskim.
Zgadzam się co do problemu trzymania "patentów" na rożne rozwiązania i agresywnego pilnowania ich przez niektóre korporacje etc. To jest zresztą cały osobny wątek i gigantyczny problem kompletnego szaleństwa, jakim jest patentowanie ludzkiego genomu (!), wysiewanych roślin jadalnych i wielu innych rzeczy, które nigdy moim zdaniem nie powinny być niczyją własnością (co dla każdego rozsądnego człowieka jest oczywiste, ale dla chciwych ludzi korporacji już nie jest oczywiste).
Natomiast kwestie naruszania praw autorskich w takim bardziej potocznym, spotykanym w internecie obiegu to coś co teoretycznie powinien regulować zdrowy rozsądek bo każdy z nas za jego pomocą potrafi ocenić, co jest ok a co jest przegięciem (czy aby na pewno? Tak by się zdawało, a jednak spotykamy ludzi, którzy oczywistych kwestii nie chcą uznać).
Jako autor tekstów i osoba wieloletnio prowadząca rożne serwisy i portale internetowe, pracująca jako redaktor naczelny etc. spotykam się w ciąż z sytuacją gdzie moje teksty wiszą na cudzych stronach bez mojej zgody.
Jest to oczywiste i drastyczne pogwałcenie prawa autorskiego, a jednak osoby, które go dokonują uważają, że jak podały w stopce kto jest autorem a czasem "wspaniałomyślnie" link do strony to wszystko gra. Otóż nie, nie gra, bo na tej zasadzie to można by wkleić gdzieś całą książkę i powiedzieć, że się ją zacytowało. Takich ludzi powinno się tępić, palić ogniem jak zarazę ot co. ;)
Jednak generalnie ja też jestem zdania, że w wielu obszarach prawo autorskie jest niepotrzebnie restrykcyjne i przede wszystkim powinno istotnie ono być tak konstruowane by nie blokować nowej twórczości i nie utrudniać życia tam gdzie zdrowy rozsądek podpowiada, że problemów nie powinno się robić.
I ja też się zgadzam. publikowanie czyjegoś tekstu w całości to kradzież. Co do wielowątkowości to cóż.. Można by napisać książkę a nawet kilka. Poruszam wiele wątków aby właśnie jak najobszerniej spojrzeć na sprawę z rożnych stron.
Natomiast z korporacjami to kety trochę tak jak z okradaniem złodzieja więc sprawa moralnie pogmatwana.
Zatem jeżeli autor publikuje swój twór bez zastrzeżeń, to należy mu się standardowo: cytujący powinien koniecznie podać autora i linka do źródła. Autor, wrzucając swój twór do sieci powinien się liczyć z tym, że memy jego dzieł będą kopiowane, bo na tym polega rozwój cywilizacji, a jeżeli nie chce kopiowania, to niech założy sobie specjalne zabezpieczenia lub nie publikuje w necie. Nie wolno zakładać totalnych zabezpieczeń na wszystko -to powinno być nielegalne.
Kryteria do decyzji o cytowaniu powinny być możliwie jasne. Jeżeli nie są, to należy problem interpretować na korzyść cytującego, aby nie tłumić nowej twórczości (niekiedy budowanej jak dom -nowa cegła na starej cegle fundamentów).
Natomiast trzeba też ujawnić i zganić niemałą grupę pasożytów, nie wnoszących żadnej twórczości, ale gorliwie nękających ludzi cenzurą, otrzymując za to nagrody w różnej postaci oraz wsparcie od podobnie pasożytujących. Tak budowane są gangi cenzorskie, stające się oligarchią, poza wszelką kontrolą, oparte na własnych definicjach wykroczeń i traktujące wszelką logiczną argumentaję jak atak na nich. Taką działalność pokrywają oczywiście lukrem pięknych deklaracji, czy intencji, ale nie ma na nich (bata) mechanizmu chroniącego zwykłych ludzi.
Drażni to mnie ponieważ mam świadomość, traktowania społeczności internetowych jako swoistego laboratorium. A wyniki eksperymentów z tego laboratorium zostaną potem odpowiednio obrobione i wdrożone do realnego życia, by uczynić z nas bardziej spolegliwych niewolników.
A Polska jest szczególnie traktowana owymi wynalazkami socjotechnicznymi, co zresztą widać po bardzo niskiej innowacyjności naszej gospodarki. A miało być tak pięknie.
Być może, ale najpierw zmień prawo, a potem będziemy myśleć co dalej, dobrze?
A jakie to polskie prawo obowiązuje poza terytorium Polski?
Steemit jest tu exterytorialny.
Aby zmienić prawo, trzeba wpierw mieć taką możliwość. W Polsce dialog społeczny na linii obywatele-państwo nie istnieje bo referenda, raz że nie są robione, dwa że referenda nie są wiążące więc to raczej takie badanie rynku żeby obliczyć ile punktów % poparcia straci partia jak już i tak przepchnie to co chce.
Dwa że jeśli chodzi o samego Steemita to zgodzę się z kungalu, jest on exterytorialny.
Niebawem w Polsce będzie obowiązywało prawo autorskie na rozprzestrzenianie dowcipów.
;)
A dodatkowo:
Jak określić obywatelstwo awatarów, piszących po polsku?
Czy Polonusów za granicami, też należy objąć prawem polskim?
A może reżim polski powinien wydelegować hackerów do blokowania niewygodnych ludzi, wszędzie na świecie i w każdych mediach i z jakich pieniędzy ich opłacać?
Ale co, jesteś osobą nieanonimową? Odpowiadasz na terenie państwa :P A Steemit na terenie USA gdzie jest
A ty, w jakim urzędzie pracujesz?
Respektowanie prawa państwa w którym jesteśmy to od razu praca w urzędzie? Po prostu jak będziesz łamał prawo to każdy na tym ucierpi.
A jak ty będziesz łamał prawo, to nikt nie ucierpi, ma się rozumieć?
Ucierpi, dlatego staram się (i mam nadzieję skutecznie) nie łamać prawa
Ja mam czasem problem ze swoimi zdjeciami, zazwyczaj nie mam nic przeciwko jesli ktos z nich korzysta, wrecz przeciwnie, jestem nawet dumna :) ale tylko kiedy sa spelnione dwa warunki, osoba poprosi o pozwolenie na publikacje/uzycie mojego zdjecia i podpisze kto je zrobil. Oczywiscie sa to warunki idealne :)
i tak samo moim zdaniem to powinno wyglądać chociaż właśnie z tym pytaniem czasem bywa rożnie. Ja kiedyś pytałem kogoś o możliwość użycia jego pracy i nie dostałem odpowiedzi do dziś. Oczywiście gdybym czekał to nigdy bym nie skończył tego co wtedy robiłem więc zmuszony byłem użyć innej opcji która co prawda mnie nie zadowalała no ale cóż.
Czasem bywa też tak że niema możliwości skontaktowania się z autorem bo nie ma do niego w ogóle kontaktu.
Myślę, że jeśli decydujemy się na publikację czegoś w internecie, to jednocześnie bierzemy pod uwagę fakt, że znajdą się ludzie, którzy będą z tego korzystać bez naszego pozwolenia. Ja staram się pilnować swojego ogródka, uczulam wszystkich moich znajomych, że jeśli chcą się pochwalić na fb zdjęciem z wakacji, na którym są i które robiłam ja, to proszę ich o podpisanie. Generalnie temat złożony, ale istotny.
Trochę tak jest chociaż można też znaleźć takiego jegomościa jeśli ukradł nasze bardzo cenne zdjęcie i co gorsza wykorzystał je w złej wierze więc to też nie jest do końca tak że jak coś zamieszczamy w sieci to tak jakbyśmy zostawiali na ulicy.
Inna sprawa że jak np byłem w Norwegii, to tam można zostawić rzeczy na ulicy w mieście i raczej nie znikną chociaż teraz jak jest mnóstwo imigrantów to już nie jest tak kolorowo.
Jedyne naturalne prawo "autorskie", to prawo autora do niepublikowania treści. Jeśli autor już coś opublikuje, a więc upubliczni, to nie posiada on żadnych praw do kopii i treści inspirowanych tworzonych przez inne osoby.
Może być tak, że publikacja nastąpiła w kanale, do którego dostęp wiąże się z podpisaniem specjalnej umowy ograniczającej rozpowszechnianie treści. W takim przypadku autor lub zarządca kanału może pozwać osoby łamiące umowę, ale wciąż nie posiada on żadnych praw do kopii ani modyfikacji stworzonych przez osoby spoza kanału.