Praca dzieci - mit a prawda
“W XIX wieku źli kapitaliści wyzyskiwali dzieci w fabrykach w nieludzkich warunkach, dopiero dobry wujek kapitan Państwo zniosło ustawą pracę dzieci i ubóstwo!”
Często słyszycie podobne ejakulaty historycznych ignorantów? Wierzę, że często.
Istotnie, warunki pracy na początku XIX wieku w brytyjskich fabrykach były ciężkie z dzisiejszego punktu widzenia. Technologia była wczesna, mechanizacja w powijakach. Maszyny pracowały nieefektywnie, i dzieci były potrzebne do rozplątywania włókien w maszynach, by przestoje w produkcji były jak najmniejsze. Straszny wyzysk, ciężka praca - takie rozplątywanie. W miarę polepszania się technologii, maszyny pracowały lepiej i mniej włókien trzeba było rozplątywać. Dzieci powoli traciły zatrudnienie! Tragedia, nieprawdaż? Kiedy wreszcie ustawą zniesiono pracę dzieci w Wlk.Brytanii, zaledwie 0,3% dzieci poniżej 14 roku życia pracowało w fabrykach. Super sukces kapitana państwo.
To co się stało z dziećmi? Ano, rodziców wreszcie było stać na posłanie ich do szkoły, bo produktywność pracy rodziców klasy robotniczej sukcesywnie wzrastała dzięki rozwojowi kapitalizmu i technologii przemysłowej, dzięki inwestycjom prywatnych wyzyskiwaczy w uzbrojenie stanowisk pracy! Bo to się opłacało. Opłacało się także produkować lepiej i więcej, dzięki czemu robotnik każdego roku mógł kupić sobie coraz więcej i więcej towarów przy tej samej wysokości pensji. Życie zapowiadało się dobrze.
Ale jeszcze parę dekad wcześniej, zanim przemysłowy kapitalizm był rzeczywistością w Anglii, życie przeciętnego dziecka było piekłem. Wszystko dzięki dobremu wujkowi kapitanowi Państwo, którego tak uwielbiają spierdoxy, lewicowe zwyrodnialce.
Otóż z braku środków antykoncepcyjnych i wiedzy o ludzkiej seksualności, w biednych rodzinach rodziło się sporo dzieci, ale każda nowa gęba do wykarmienia w przedkapitalistycznej gospodarce to była tragedia, nie błogosławieństwo. Często więc porzucano noworodki, a konkretnie oddawano je lokalnej władzy, która prowadziła przytułki dla sierot lub opuszczonych dzieci. Ojcu dziecka bardziej opłacało się zapłacić jednorazową opłatę za przyjęcie niechcianego bachora, niż łożyć na utrzymanie darmozjada. Noworodek trafiał pod opiekę państwa. Żył w okropnym zatłoczonym przytułku i rzadko dożywał 7 roku życia z powodu głodu. W wieku 4 lat trafiał do przymusowej pracy, bo przecież za darmo mu suchego chleba nie dawano. Dzieci zapędzało się do różnych robót ręcznych, np. do plecenia koszy w prymitywnych chałupniczych manufakturach, pod nadzorem używającej rózgi kierowniczki. Napierniczała je po łapach niemiłosiernie, dzieciom nakazywano nawet mieć odkryte ramiona, by rózga zostawiała ślady. I tak, bez żadnej płacy, wyłącznie za wyżywienie i dach nad głową, dzieci niewolniczo pracowały na rozkaz państwa. Dobrego wujka tak ubóstwianego przez socjalistów, lewaków i anarchistów, którzy sądzą, że tylko prywatny biznes i kapitalizm wyzyskują ludzi pracy.
Ustawodawstwo w Wlk.Brytanii w XVIII wieku pozwalało państwu w ten sposób zarządzać inwentarzem ludzkim do 24 roku życia delikwentów włącznie. Jak dzieci były starsze, zapędzano je np. do pracy przy młynach wodnych, w odosobnionej okolicy, gdzie ciężko było o siłę roboczą, a tutaj tacy darmowi pracownicy byli jak znalazł. Przepisy o zakazie włóczęgostwa skutecznie uniemożliwiały dzieciom ucieczkę i życie własnym życiem. Brak faktycznego rynku pracy i wyceny pracy przez rynek sprawiały, że tego typu przedsięwzięcia gospodarcze, oparte o niewolniczą pracę dzieci zarządzaną przez państwo, nie były innowacyjne i nie istniały bodźce by polepszać warunki pracy, wydajność produkcji czy higienę otoczenia.
Zupełnie inaczej wyglądało to w prywatnych fabrykach w XIX wieku, zasilanych nową technologią -
parą, zakładanych w miastach, gdzie konkurencja o pracownika była duża, a konkurencja między firmami zmuszała je do innowacyjności i ciągłego polepszania tak warunków pracy, jak i płacy. Bez żadnej ingerencji państwa - a wbrew niemu.
Ciekawe więc, że nigdy nie słyszy się o wyzysku człowieka przez państwo, o niewolniczej pracy dzieci z państwowych przytułków, którą krytykował Adam Smith jako feudalną pozostałość - natomiast lewactwo raz po raz krytykuje i straszy przed XIX wiekiem, jako wiekiem wyzysku, do którego chcą nas z powrotem wpędzić burżuje i neoliberały. Fajnie. Tylko, że przez was, śmiecie, przez wasze pomysły, by państwo miało większy udział w gospodarce, to wy nas wpędzicie w wiek XVIII i wcześniejsze, gdy człowiek tyrał na państwo bez wynagrodzenia przez większą część swojego życia, i bez żadnych perspektyw na polepszenie swojej sytuacji. Obyście szczezli.
Dane z książki "Capitalist Manifesto" Andrew Bernsteina


Najciekawsze jest to, że w "Kapitale" Marks chce zaciągnąć dzieci do pracy przymusowej, nieodpłatnej:
„W systemie fabrycznym, jak to Robert Owen wykazał szczegółowo,
kiełkuje zarodek wychowania przyszłości, łączącego dla wszystkich
dzieci powyżej pewnego wieku p r a c ę p r o d u k c y j n ą z nauką
i g i m n a s t y k ą , nie tylko jako metodę zwiększenia produkcji
społecznej, lecz jako jedyną metodę wytwarzania wszechstronnie rozwiniętych ludzi”
Nie przeszkadza to jednak lewicowcom płakać nad losem dzieci pracujących za pieniądze.