Kocia mama!
TemaTygodnia #13
Przykładowe luźne nawiązanie do tematu 2: KOTY
Kocia mama!
Tak właśnie zostałam okrzyknięta na jednym z wyjazdów wakacyjnych parę lat temu.
Dlaczego?
Każdy, kto mnie dobrze zna, ten wie, że mam świra na punkcie kotów. Po prostu kocham te puszyste stworzenia, a jak jeszcze są malutkie, to już w ogóle mi odbija. Do tego stopnia, że kiedyś, zamiast uczyć się na ważny sprawdzian z geografii, poszłam ratować małe kocięta, które moja mama znalazła podczas spaceru z naszym psem i kotem. Maluchy miały zaropiałe oczy i chyba robaki, więc zabrałam je do weterynarza, a później zostały odwiezione do schroniska. Mam nadzieję, że znalazły dobry dom.
Jak już pisałam, parę lat temu pojechałam z dwoma koleżankami na wakacje do Kokkino Nero. W jednym z hoteli blisko morza, gdzie wszyscy przychodzili na wi-fi były znowu 3 małe kotki. Moja radość była ogromna, a zabawa z nimi zajmowała mi więcej czasu niż korzystanie z tego, po co przyszłam, czyli darmowego internetu. Oczywiście zdjęć z kotami miałam więcej niż ze znajomymi, a to niektóre z nich:


Moja miłość do tych zwierząt zaczęła się prawdopodobnie w wakacje przed rozpoczęciem szkoły podstawowej. Dobrze pamiętam ten dzień, chociaż minęło od niego mnóstwo czasu. Odprowadzałyśmy do domu z siostrą młodszą koleżankę i jej babcie. Uwielbiałyśmy się szwendać, chociaż oberwało nam się za to parę razy, to i tak nie zraziło nas to do szukania nowej bazy dla naszej paczki. Mieszkam w spokojnej i ładnej okolicy na peryferiach miasta. Za rzeka mam praktycznie wieś. Kiedy już same wracałyśmy do domu, nagle usłyszałyśmy ciche miauczenie w krzakach. Od razu się zatrzymałyśmy, zaczęłyśmy nasłuchiwać i wołać „kici kici”. Okazało się, że jest tam malutki kotek, ale niestety znajdował się na terenie czyjegoś ogródka, wiec nie mogłyśmy ot, tak po niego wejść. Jako 5 i 7 latki zaczęłyśmy główkować co by tu zrobić, żeby mieć tego kotka. Nagle podjechała na rowerze jakaś pani. Okazało się, że to był jej teren. Powiedziała, że właśnie pojechała po litr mleka, bo nie wiadomo skąd wziął się u niej ten maluch. Zaczęłyśmy kłamać, że to jeden z naszych kotów, bo nasza kocica niedawno się okociła. Oddala nam go i wręczyła litr mleka. Cale zadowolone wróciłyśmy do domu, jedna z malutka puchatą kulką na rekach, a druga z litrem mleka pod pachą. Oczywiście mama i babcia zaraz kazały nam wracać i oddać kota tej pani. Mama poszła nawet z nami i na jaw wyszły nasze kłamstwa. Koniec końców użyłyśmy naszej ostatniej deski ratunku i powiedziałyśmy „Jeśli nas kochacie, to nas przyjmiecie”, no i się udało. Milusia jak ją później nazwałyśmy żyła z nami parę dobrych lat. Chociaż miała okropny charakter to i tak ją każdy uwielbiał i zostanie na zawsze w mojej pamięci.
Rzecz jasna, moje przygarnianie kotów dopiero się po tym rozwinęło i każdy bezdomny był przez nas karmiony, a że mieliśmy działkę niedaleko domu, to mogły tam spokojnie spać. Myślę, że taka już zawsze będę i każdy kotek będzie wzbudzał we mnie ciepłe uczucia.
Dzięki za zaproszenie do przeczytania, bardzo miło się czyta takie historie

Miło jest wiedzieć ze na świecie jest dużo takich miłośników kotów :D
Historia tez ciekawa
A ten kotek przebija licznik słodkości <3
Dziękuję😊 A tej kotki mam jeszcze kilka naprawdę słodkich zdjęć😁
Szary słodziak jakich mało :)
Zgadzam się😀
No i dostrzeżono Ciebie wreszcie... Tak dalej i się nie łam... wszystko przed Tobą.
Dziękuję 🙂 Naprawdę nie spodziewałam się, że ten post zostanie tak dobrze przyjęty 🙂
In Holland’s embassy in Moscow, Russia, the staff noticed that the two Siamese cats kept meowing and clawing at the walls of the building. Their owners finally investigated, thinking they would find mice. Instead, they discovered microphones hidden by Russian spies. The cats heard the microphones when they turned on.
Uwielbiam koty! :) Stąd mój najnowszy rysunek z kotem ;)
Świetny rysunek🙂
W Grecji jest mnóstwo kotów, pewnie trafiłaś na więcej niż tylko trzy ;) Pozdrawiam :)
Owszem, wszędzie było ich pełno, ale te skradły mi serce 😊
Świetny post! rozumiem Cię całkowicie - też jestem kocią mamą :)