Próba wyprania mózgu
Kiedy odszedł z firmy mój dowódca, Rutkowski przez pewien czas próbował mnie dojeżdżać i prać mózg. Niestety jak wszyscy zaczynałem mieć tego serdecznie dosyć. Byłem już na skraju wytrzymałości. Szef zrobił ze mnie chłopca na posyłki, mało tego cokolwiek bym nie zrobił był spierd.....ne. Nawet największy twardziel by tego nie wytrzymał. Postanowiłem odejść. Poszedłem do dyrektora aby właśnie mu to oznajmić. Okazało się że tylko on jedyny widział we mnie potencjał.
Dyrektor w mojej obecności zadzwonił do Rutkowskiego i oznajmił że jestem mu potrzebny do kilku spraw i bierze mnie pod swoje skrzydła. I rzeczywiście szef dał mi spokój. Zapomniał o moim istnieniu na 3 miesiące. Cały ten czas wykonywałem zadania powierzane przez dyrektora polegające na obserwacji w sprawach do rozwodu.
Pamiętam swoją pierwszą sprawę. Sprawa W Bytomiu dotyczyła potencjalnej zdrady męża. Klientka ciężko chora na kobiece sprawy podejrzewała iż jej mąż ma kochankę. Według niej mężczyzna przestał się nią interesować, zaczął dużo wcześniej wychodzić do pracy i późno z niej wracać. Mężczyzna miał pracować na jakimś gospodarstwie. Kobieta miała iść do szpitala na operację i chciała aby w tym czasie obserwować męża.
Dyrektor wysłał mnie na 4 dni, oczywiście byliśmy w stałym kontakcie telefonicznym. Mój przełożony przez telefon dawał mi też rady jak mam wykonać to zadanie. Najśmieszniejsze było to że na tą obserwację dostałem tylko samochód i pieniądze. Żadnego sprzętu, zdjęcia i filmy miałem robić telefonem. Pomyślałem wtedy: "co to za firma? Nie mają sprzętu do obserwacji?"
Wcześniej amatorsko robiłem zdjęcia fotomodelkom, miałem sprzęt fotograficzny. Postanowiłem wziąć go ze sobą. Kiedy byłem na miejscu okazało się iż przekazane informacje z biura nie są zbyt ścisłe. Obserwacja powinna być tylko od popołudnia do 9 rano. Facet pracował na noce. Dowiedziałem się wtedy że informacje przekazywane przez biuro nigdy nie będą ścisłe i to celowo. Chodziło o to żeby ustalenia zawsze były od podstaw. Powinno mnie tylko interesować czego dotyczy sprawa, imię i nazwisko, adres. Reszta należy do mnie. Pomyślałem wtedy, że tak naprawdę to dobrze, bo klient może kłamać. I takich reguł trzymałem się do końca.
Po wstępnej obserwacji okazało się iż mężczyzna pracuje od 17 do 8 rano w pieczarkarni, umiejscowionej na gospodarstwie leśnym. Takie położenie obiektu mocno ułatwił sprawę. Było miejsce do obserwacji i do tego noc, wszystko było dobrze widać co dzieje się w oknach. Pieczarkarnia to potężny długi nasyp ziemi z oknami w pomieszczeniach socjalnych i kuchni.
Obserwację rozpoczęłam dzień przed pójściem klientki do szpitala. Mężczyzna do pracy wychodził z domu o 16 i jechał 30 kilometrów za miasto skręcał do lasu, tam jeszcze jechał 3 kilometry i stawał pod posesją. w tym samym czasie wychodzili pracownicy pracujący na dzień. Kiedy kogoś znał zatrzymywał się na krótką pogawędkę.
Było też tam dużo kobiet, niektóre całkiem niezłe sztuki, ale facet jakby ich nie widział. Już wtedy podejrzewałem że ta cała zdrada to lipa, tyle wychodzących ładnych kobiet w miniówkach z dekoltami a on nic. Nawet jugo rozmówca był zainteresowany a on jakby nigdy nic. Potem znikał w nasypie aż do rana. W nocy widziałem go jeszcze kilka razy w oknach ale zawsze w towarzystwie innych pracowników nigdy samego w towarzystwie kobiety.
No dobra ale przecież gość może mieć kochankę koło domu lub jak wraca do domu z pracy, w każdym razie jego praca odpadała. Rano wsiadał do samochodu i ruszał w stronę domu. Kiedy już był u siebie pod blokiem parkował auto na parkingu wchodził do marketu i z zakupami wracał do domu. W oknie kuchennym było widać jak spożywa posiłek i znika aż do 16.
Około 11 zadzwoniła do mnie klientka która powiedziała że mam przerwę do 15 bo teraz poszedł spać. Miała zadzwonić kiedy miałby się wcześniej obudzić. Tego samego dnia Znów o 16 pojechał do pracy. Tym razem postanowiłem w nocy wejść na posesję i obejść cały nasyp aby sprawdzić czy są inne okna. Były po drugiej stronie nasypu od strony budynków mieszkalnych. Mój pobyt tam był mało bezpieczny, kręciło się tam dużo innych pracowników pracujących na zewnątrz.
Tak jak podejrzewałem w innych oknach było tylko widać jak pracują ludzie przy pieczarkach włącznie z naszym obserwowanym. Rano z nów pojechał do domu i po za kupy. Tym razem poszedłem za nim. Kiedy wychodził z marketu spotkał sąsiada, który zapytał o zdrowie mojej klientki. To co zobaczyłem i usłyszałem uświadomiło mi że mężczyzna nie ma żadnej kochanki, kocha bardzo żonę i nie może sobie sam ze sobą poradzić wiedząc że żona ma raka. W pracy wziął specjalnie więcej godzin żeby mieć kasę na jej leczenie i nie patrzeć jak się męczy.
Przez następne dwa dni kiedy klientka poszła do szpitala mężczyzna zmienił w swojej monotonności tylko to że przed pracą kupował kwiaty i jechał do żony. Sporządziłem z tego obszerny materiał fotograficzny i nagrałem na dyktafonie rozmowę mężczyzny z sąsiadem. Kosztowało mnie to piwo, jakoś musiałem koło nich stanąć i nagrać rozmowę.
Poinformowałem o wszystkim dyrektora, myślałem że będę mógł wrócić do domu, ale to dopiero był początek mojego maratonu.
Gratulacje!
Twój post został opublikowany w dzisiejszym wydaniu Codziennika.
Jeśli chcesz wziąć udział w cotygodniowym konkursie Codziennika, odpowiedz Tak pod tym komentarzem, a Twój post weźmie udział w losowaniu płynnych środków Codziennika z całego tygodnia.
Pozdrawiam
@baro89
Tak
Rozumiem, że to nie było legalne zagranie? :P
Czekam na ciąg dalszy, najfajniejsza seria na #polish teraz :3