Ona nie była rozbawiona. Kiedy spojrzała na niego to jej wzrok mógł wręcz parzyć. Świadczyła za niego, a on i tak...jej nie ufał. Chociaż sam właśnie powiedział, że tak się ludziom nie ufa. I chociaż wierzyła Jacob'owi...to i tak wiedziała, że Levi nie zrobiłby tego. Nie usłuchała się też, bo kiedy tylko wyszedł to ubrała się i wyszła z dzieckiem z pokoju. Chciała znaleźć Leviego. Jemu prędzej zaufa niż jakiejś kobiecie...
Levi właśnie wracał z kuchni, jednym z korytarzy, idąc w nawet sobie jeszcze nie znany cel. Nie chciano mu dać śniadania, w ogóle te cholerne baby były jeszcze bardziej niemiłe niż zazwyczaj. Tak się złożyło, że prawie wpadł na Mikasę, gdy oboje wyłonili się zza rogu. Spojrzał jej w oczy, będąc zbyt blisko, w końcu byli na widoku. Odsunął się i przeprosił, jeszcze ostrożnie rozglądając.
-Już... jesteś sama?
Sama się wystraszyła, odrazu przytuliła do siebie mocniej Henry'ego. Ale jak tylko zorientowała się, że to Levi to wyraźnie odetchnęła z ulgą.
-T-Tak...chociaż nie powinnam być. I zabronił mi przebywać z mężczyznami. Twierdzi, że...że któryś z was to zrobił. - Przełknęła z trudem ślinę i odwróciła wzrok - Że tylko mężczyzna mógł to zrobić. Broniłam Cię, ale i tak kazał mi się trzymać z daleka. I jak widać...nie usłuchałam - Uśmiechnęła się do niego niepewnie.
Wpatrywał się w nią chwilę. No pięknie, kolejne kłopoty.
-Już rozumiem dlaczego patrzą się na mnie tak krzywo. - westchnął, nie chcąc za bardzo jej się skarżyć. Już chciał sięgnąć do niej dłonią, ale przecież to korytarz. -Chodzmy do twojego pokoju, księżniczko. Tam będzie bezpieczniej.
-Spotkały Cię jakieś nieprzyjemności przez to? - Spojrzała na niego zmartwiona. Nie chciała, żeby to wyglądało w ten sposób...mimo wszystko. Ruszyli spokojnie do pokoju już jednak - Musimy być wszyscy ostrożni...może to wcale nie był ktoś z zamku. Może przeniknął ktoś z zewnątrz i teraz się...gdzieś ukrywa.
Na ten temat już się nie odezwał. Weszli do pokoju i zakluczył drzwi. Ktoś spoza zamku? Zastanawiał się nad tym.
-Nie wiem co gorsze... To że jestem w to niby zamieszany czy to, że w takim razie ktoś gdzieś tu się ukrywa. Jeśli to ktoś z zewnątrz nie wiemy o tej osobie nic... To gorzej.
-Jesteś zamieszany bo...ktoś cię widział z nią. Jak rozmawialiście. - Odwróciła się do niego powoli, próbowała uspokoić synka na rękach. Mimo to patrzyła na Leviego poważnie - Rozmawiałeś z nią Levi...? Powiedz prawdę. Będę mogła Cię wtedy chronić przed Jacob'em.
Zmarszczył brwi, chwilę milcząc.
-Jak ktoś widział... Nie. Ktoś chce na mnie zrzucić podejrzenia? - skrzywił się i spojrzał na chłopca. Chciałby go wziąć... Podszedł, zerkając na dziewczynę. -Henry... Mogę go wziąć?