Blockchain i teologia
Chrześcijaństwo straciło swoje miejsce w głównym nurcie kultury - napisał niedawno @eliasthemystic. - Kościół nie jest miejscem, gdzie spotykają się ludzie młodzi. Nie jest także miejscem dla ludzi błyskotliwych i inteligentnych, rozmawiających o sztuce, nauce i polityce. Nie jest nawet miejscem dla osób prowadzących duchowe poszukiwania.
Według @eliasthemystic rzeczy, w które Kościół wierzy, są już nieaktualne. Większość ludzi od dawna nie ma problemów z tym, co nadal wywołuje dyskusję w kościołach: czy można zaakceptować homoseksualizm, czy ewolucja jest faktem, czy w niebie mieszka Bóg wtrącający się w nasze życie. Wierzenia, których Kościół broni, są tak ewidentnie nieprawdopodobne, że zamiast poruszać wiernych raczej ich obrażają.
Reforma liturgii podczas Soboru Watykańskiego II nie zatrzymała odpływu wiernych z cotygodniowych Eucharystii
A jednak według @eliasthemystic Kościół mógłby mieć coś do zaoferowania. Człowiek współczesny potrzebuje celu, sensu, kierunku w życiu. Potrzebuje Boga, ale nie w sensie kogoś mieszkającego w niebiosach i tworzącego przestarzałe normy moralne. Człowiek współczesny potrzebuje prastarego mistycznego doświadczenia, poczucia że jest częścią czegoś większego niż on sam. Potrzebuje intelektualnego i duchowego wzbogacenia się.
Moim zdaniem popularność life coaching, medytacji, religii Dalekiego Wschodu, a nawet wróżek i religii naturalnych potwierdza przypuszczenia @eliasthemystic. Jak to zatem jest, że teologia chrześcijańska nie potrafi zmienić budzących nieufność wierzeń i odpowiedzieć na potrzeby wiernych? Dlaczego np. katolicyzm porzucił głębszą duchowość dla etyki seksualnej?
Problem polega moim zdaniem na tym, że Kościół uważa się wręcz obsesyjnie za ostoję tego co Niezmienne - w ciągle zmieniającym się i pełnym niepewności świecie. Ireneusz z Lyonu w II wieku wpadł na przełomowy pomysł “depozytu wiary”. Trzon nauczania Kościoła nigdy nie ulega zmianie, począwszy od kazań Jezusa, a skończywszy na sądzie ostatecznym.
Ireneusz wepchnął w ten sposób dwa tysiąclecia chrześcijańskiej teologii w niewdzięczną rolę. Teolodzy muszą nieustannie wykazywać, że nieustanne zmiany w Kościelnym nauczaniu, konieczne dla przetrwania samej instytucji - nie są tak naprawdę zmianami.
Jezus miał rodzonych braci? Nie, bo jego Matka była Niepokalaną Dziewicą, a greckie słowo ‘bracia” oznaczało także kuzynów. Biskupi mogli mieć kiedyś żony? Nie, bo wszyscy duchowni żyją od zawsze w celibacie, a żony oznaczały zapewne ‘kobiety do pomocy’? Mesjasz miał pokonać Rzymian, a nie dać się im ukrzyżować? Nie, bo w Biblii hebrajskiej Cierpiący Sługa to ‘figura’ Mesjasza, a co do Sługi jest zachowana przepowiednia cierpień. I tak dalej, i tak dalej.
Wymazywanie pamięci o herezjach w Średniowieczu. Obraz Pedro Berruguete przedstawiający palenie ksiąg Albigensów (XV w.)
Teologia stała się sztuką zapominania. Kiedy Rzym ustala nową naukę, monstrualna globalna maszyna teologiczna natychmiast zaczyna szukać sposobów wykazania, że ta nauka wcale nie jest nowa, że obowiązywała od zawsze. Zadanie to jest coraz bardziej karkołomne, bo trzeba wykazywać antyczne, a najlepiej Jezusowe korzenie np. szkodliwości zapłodnienia in vitro albo virtual reality. Teolodzy pracują dniem i nocą, a na duchowość czy rozwój intelektualny po prostu nie mają czasu.
Czy jest jakaś nadzieja dla teologii, czy coś mogłoby uwolnić chrześcijańskich intelektualistów od syzyfowego obowiązku walki z natrętną przeszłością? Wydaje się, że z tej matni nie ma wyjścia. Im bardziej teolodzy bronią ‘depozytu wiary’ tym mniej chrześcijaństwo ma do zaoferowania kulturze poza Kościołem. Im oferta Kościoła jest uboższa, tym bardziej biskupi chronią ‘depozyt wiary’ czyli wizję Kościoła jako ostoi niezmienności (Bo co innego mieliby zaoferować?).
Gdy uczniowie Harolda Campinga nie zostali wzięci do nieba 21 maja 2011 r., ich przywódca zmienił datę końca świata na... 21 października 2011 r.
A jednak dwa tysiące lat tego błędnego koła mogą właśnie dobiegać końca. Teolodzy bowiem są w stanie wymazywać przeszłość tylko do tego stopnia, do jakiego stopnia nietrwałe lub niedostępne są ślady tej przeszłości. Weźmy na przykład ‘braci’ Jezusa, o jakich wspomina się nieraz w Nowym Testamencie. Słowo się zachowało, ale nie mamy na tyle dokładnego obrazu języka tamtych czasów, aby wykluczyć znaczenie ‘kuzyni’.
Wyobraźmy sobie jednak, że od pewnego momentu nasze słowa, zachowania, idee, teologia zaczynają być utrwalane w niezmienialnym materiale, a na dodatek kopiowane w tysiącach miejsc i dostępne praktycznie dla każdego w przyszłości. Taki trwały zapis zamroził by obecny stan teologii wraz z wyjaśniającym go kontekstem po wsze czasy. Każdą przyszłą zmianę bez trudu można by zestawić ze stanem obecnym i zdemaskować jako ‘naruszenie depozytu wiary’.
Witajcie w świecie teologii blockchain! Jeśli komunikacja i instytucje społeczne zaczną się w coraz większym stopniu opierać na niezmienialnym zapisie, teolodzy także w końcu zaczną się nim posługiwać. Nastąpi wtedy podwójne uwolnienie teologii.
Po pierwsze walka z przeszłością straci sens, bo oba stany - przed i po zmianie - zostawią swoje nieusuwalne ślady. Teologia zamiast wymazywania pamięci będzie się musiała stać czymś w rodzaju japońskich reperacji wabi-sabi. Miejsce, gdzie naprawiono 'uszkodzenie', będzie raczej podkreślane niż ukrywane. Zamiast depozytu wiary pojawi się ewolucja wiary.
Po drugie oparte o blockchains platformy społeczne typu Steemit zapewnią bezpośrednie usługi teologów dla wiernych, bez kontrolującej finanse i idee ‘władzy duchownej’. Teolodzy będą zmuszeni wsłuchać się w potrzeby nowych pracodawców, nauczyć się ich języka i podnieść poziom swej wiedzy.
Poszukiwanie Boga i zaangażowanie się Kościoła we współczesną kulturę było jak dotąd tylko naiwnym marzeniem @eliasthemystic i innych pasjonatów Prawdy. We wspólnotach chrześcijańskich opartych na blockchains może się okazać nie tylko realne, ale nawet atrakcyjne finansowo.
Korzystałem z:
@eliasthemystic, The empty Church, the new language, the ancient God, tu
Venkatesch Rao, Blockchains Never Forget, tu
Zobacz jak jest mamy rok 2017 a Muzułmanie od wieków zabijają w imię Boga jak można w tych czasach wbijać ludziom do głowy,żeby się wysadzali w powietrze w imię Boga,Że trafią do nieba,każda religia mówi nie zabijaj.Tak jak Muzułmanie i Chrześcijanie muszą się zmienić świat idzie do przodu jeśli tego nie zrobią,a będą to samo kłamstwo wkładać ludziom do głów to nie wytrzyma padnie.Jezus powiedział Królestwo Boże jest w was i wokół was.nie w budynkach z drewna i z kamienia. Rozłup kawałek drewna, a będę tam.Watykan odmawia uznania tej ewangelii, za to uznał ją za herezję.Bóg jest w nas nie w kościołach gdzie teraz są tylko wystawione wielkie skarbonki,a i sklepiki z pamiątkami.Z Religii zrobili wielki biznes,już niema to za dużo wspólnego z Bogiem
Islam miał swój złoty okres w Średniowieczu, kiedy chrześcijanie wyrzynali heretyków i czarownice. Sporo z naszej astronomii i fizyki, od jakiej wystartowała nauka w XVII wieku - było kontynuacją prac uczonych muzułmanów. Księgi - Biblia, Koran - nie są takie ważne, jak ten, kto ustala co w tych księgach ważne.
Co do religii jako biznesu, resteemowałem własnie post @orenshani7, gdzie pokazuje on, że zarówno religia zorganizowana i jej cuda, jak i loteria i jej wygrane opierają się na tym samym: na zasadzie wielkich liczb i czerpaniu z tego zysków. Jego zdaniem tylko małe grupy prowadzą autentyczne poszukiwania duchowe. Fantastyczny post, mocno polecam.
https://steemit.com/philosophy/@orenshani7/the-winner-effect-the-deception-behind-all-religious-establishments-revealed
Kościół wybił więcej ludzi niż Hitler i Stalin razem.A tak w ogóle to od Chrześcijaństwa się to wszystko zaczęło,przez krucjaty to Chrześcijaństwo zapoczątkowało mordowanie w imię Boga.
Jak sie zmieni interpretacja to się zrobi kolejnego hardforka takiego jak Wielka Schizma Wschodnia - chyba nie doceniasz wyobraźni teologów ;)
Hartforki (w sensie schizmy) będą oczywiście zawsze możliwe, ale to jednak co innego, niż "przysłonięcie" wprowadzanej nowinki interpretacją teologiczną, zmieniającą obraz przeszłości.
W tym drugim przypadku zachowana jest jedność społeczności Kościoła, a także jedność jego historii. Schizmy natomiast są bardzo kosztowne. Część społeczności się oddziela, a także zaczyna wierzyć w nową historię (wedle której to właśnie schizmatycy prawidłowo zachowują "depozyt").
I tak mamy już setki wersji chrześcijaństwa. Blockchain, gdzie każda nowinka miałaby być ratowana hardforkiem, szybko doprowadziłby do tego, że mielibyśmy tysiące i dziesiątki tysięcy coraz mniejszych wspólnot. Zupełny rozpad Kościoła.
Dlatego moim zdaniem Stolica Apostolska w obliczu chrześcijaństwa opartego o blockchain raczej zaakceptuje ewoluującą teologię, otwierając drzwi nowym ideom i formom duchowości w Kościele.